niedziela, 3 czerwca 2012

PAPIEROWA ORCHIDEA Piotra Olszówki




P A P I E R O W E   O R C H I D E E



Orchidee to kwiaty magiczne, urzekające swym wysublimowanym pięknem i delikatnością płatków łagodzącą surowe pędy. Prostota w połączeniu z artyzmem - czy to właśnie przepis na ideał? Nie zawsze, bo wiemy doskonale, iż każdy człowiek ceni sobie inne wartości, często skrajne. Pamiętajmy jednak, że Orchidee należą do najbogatszej w gatunki rodziny roślin kwiatowych, różniących się nieraz diametralnie w swym wyglądzie. To właśnie to bogactwo form, kolorów, kształtów sprawia, że każdy może odnaleźć w nim okaz najdoskonalej wyrażający jego samego. Będący odzwierciedleniem własnej duszy.

Podobnie jest z książkami - kto czyta, chociaż sporadycznie, z całą pewnością zachował w swej pamięci jakieś dzieło szczególne. Książkę wyjątkową, która wpłynęła na jego życie, poruszyła dogłębnie, zwróciła uwagę na ważne aspekty, a może po prostu pojawiła się, gdy była najbardziej potrzebna lub najzwyczajniej w świecie przywołała szczery uśmiech? Chyba każdy ma tę swoją jedyną Orchideę pachnącą papierem, o liściach wesoło szeleszczących na wietrze i wypełnionych sensem kwiatach rozbudzających w sercu radość i nadzieję. 

Strona PAPIEROWE ORCHIDEE powstała, by spośród całej feerii tomów zalegających w naszej pamięci, odnaleźć właśnie te najcenniejsze, o co poproszę wielu interesujących, cenionych ludzi, w których życiu literatura zajmuje poczesne miejsce. Kto wie, może ich Orchidee zakwitną i w naszych sercach!




Papierowa Orchidea Piotra Olszówki


Tym razem gościem Papierowej Orchidei jest Piotr Olszówka, pisarz, rysownik, znawca średniowiecza... w moim odczuciu prawdziwy polihistor na miarę dzisiejszych czasów. Piotrze, czy jako pisarz i czytelnik o tak wielu pasjach (a nie przesadziłbym mówiąc: talentach) Znalazłeś w życiu „tą jedyną”? Rzecz jasna mam na myśli książkę.

Jak prawie każdy człowiek czytający i piszący nie mam tej jednej najważniejszej książki. Ale za to mam dwie książki szczególne, które odegrały w moim pisaniu bardzo ważną rolę. A może nawet trzy. Kłopot w tym, że kiedy tylko podam liczbę, to zaraz przypominam sobie: a ta? a ta? a tamta? a ta z kolei to pies? I tak z dwóch książek robi się mniej więcej trzysta-czterysta tych najważniejszych. Cóż, skrzywienie. Ale w pierwszej kolejności i tak myślę o dwóch: "Lonesome Dove" Larry'ego McMurtry i "Świecie według Garpa". Garpa zostawię sobie na inną okazję, bo chyba najważniejszy dla mnie cytat z książki pochodzi właśnie z "Lonesome Dove" znanego u nas jako "Na południe od Brazos".


Dlaczego pisarz-fantasta ze skrzywieniem na historię wybiera western a nie pomnikowe dzieło w rodzaju Biblii, "Iliady" czy "Odysei"? Nie tylko dlatego, że mam wypaczony gust literacki i pokrętne poczucie humoru.
"Lonesome Dove" to nowożytna epopeja w wielkim stylu - być może nie przetrwa dwóch tysięcy lat, jest na to zbyt współczesną opowieścią. Bohaterowie są zwyczajni, heroizm nierówno podzielony, los drwi z ludzi co chwilę. Ten, kto całe życie czeka na wyzwanie - czeka na próżno i na koniec zostaje ze świadomością, że całe życie zmarnował... ten, którego nikt nie posądza o heroizm, wciąż zostaje bohaterem. Czas mija, życie mija, sprawiedliwość nie nadchodzi a kiedy poczujemy się bezpiecznie - przychodzi Indianin i bez znieczulenia zdziera skalp. Wielka podróż w nieznane zaczyna się od nudy, nic nie jest wzniosłe i idealnie czyste... ludzie najczęściej dorównują rozumem swym wierzchowcom, a jeśli zmądrzeją - zostają bandytami i kończą na powrozie... Życie jest ciężkie i brudne, byle przypadek wywraca je do góry nogami: przyrodnik zostaje kaznodzieją, bo jego osioł podczas przeprawy przez rzekę traci roczne zbiory motyli. Taki właśnie jest świat Dzikiego Zachodu według Mistrza McMurtry: w niczym nie przypomina heroicznych westernów, które tyle zawdzięczają poetyce klasycznej greckiej tragedii.
W tym świecie jednak coś mimo wszystko udaje się uratować. Wbrew wszystkiemu można dobrze wychować syna, kochać kobietę, przeżyć prawdziwą przyjaźń... a czasami udaje się komuś pomóc.
To mało według skali porównawczej z innych eposów. To dużo, jeśli pomyślimy o doświadczeniach na miarę drugiej wojny światowej a nie wojny trojańskiej.

Ale i tak z całej tej dużej powieści najważniejsze dla mnie było jedno zdanie.

Z tymi życiowo ważnymi cytatami sprawa jest złożona. Pełnią rolę modlitwy określającej stosunek do świata, chociaż bardzo często daleko im do kanonów religijnych, a niektóre, takie, jak przedbitewna modlitwa Conana z klasycznego filmu "Conan Barbarian" z Arnoldem Schwarzeneggerem, mogłyby załamać czy śmiertelnie obrazić człowieka wierzącego.
Są wśród tych słów takie, które po prostu pocieszają - niczym napis na pierścieniu chorującego przewlekle króla: TEN DZIEŃ RÓWNIEŻ MINIE.
Wszystkie działają trzeźwiąco i przywracają właściwą hierarchię oceny świata.

Moje słowa wypowiedział kapitan Gus McCrae:
"bo my nie wypożyczamy świń i trzeba to jasno powiedzieć. Człowiek, który chce wypożyczyć świnię, nie cofnie się przed niczym".




Bardzo życiowy cytat. A nabiera szczególnego wymiaru, gdy sięgnąć do symboliki świni jako obfitości. Żądza posiadania w istocie jest nieokiełznana. Szkoda, że nie podkładamy ludziom właśnie takich symbolicznych świń...












Opisujesz, Piotrze, otaczający świat przy pomocy pisma, rysunku, fotografii, bywa że przemierzasz go boso, fascynują cię minione dni, zapomniane obyczaje i kultura. A gdybyś miał coś mu powiedzieć wprost?



Czasami zdarza się tak dziwnie, że powinienem coś powiedzieć ludziom. To zazwyczaj sytuacja dla mnie lekko niezręczna i nienaturalna, bo jestem wyrafinowany jak budowa cepa i jak mam coś do powiedzenia to mówię, a jak nie - to milczę. Wywołany do odpowiedzi najczęściej mówię z głowy czyli z niczego... ale ponieważ jestem człowiekiem w dużej części zbudowanym z rozmaitych tekstów, jak przystało na postmodernistę - ratuję się w takiej sytuacji historią.
Tu pasuje mi opowieść o Winstonie Churchillu, którego poproszono aby przemówił do uczniów swej dawnej szkoły, której w dzieciństwie szczerze nie znosił.
Podobno stanął przed kilkoma setkami dzieci oczekujących na Wielkie Słowa najwybitniejszego Anglika wszech czasów i zamilkł.
Po chwili powiedział z mocą: NIE PODDAJCIE SIĘ.
Zamilkł znowu.
Odszedł od mikrofonu w stronę swojego miejsca wśród honorowych gości, ale nagle zawrócił i powiedział do uczniów: NIE PODDAJCIE SIĘ.
I całkowicie wyczerpany usiadł. Nie miał im nic więcej do powiedzenia.
No to co więcej ja mogę powiedzieć?

Mógłbyś niejedno, ale po co? Wyraziłeś już wiele w swojej książce „Królewskie psy. Morrigan”, która dla mnie stała się źródłem zawiłych rozważań, a jednocześnie okazała się dobrą zabawą.


Dziękuję, Piotrze, za Twoją Orchideę, kolejny diament w mojej kolekcji i być może kolejne wspaniałe odkrycie dla niektórych z  czytelników.

1 komentarz:

  1. Piękna wypowiedź o "Lovesome Dove", dzięki Piotrze. To też moja książka życia. Gdyby ktoś chciał dowiedzieć się o niej więcej, zapraszam na poświęconą jej stronę.

    OdpowiedzUsuń