wtorek, 29 stycznia 2013

PAPIEROWA ORCHIDEA Krystiana Kajewskiego




P A P I E R O W E   O R C H I D E E



Orchidee to kwiaty magiczne, urzekające swym wysublimowanym pięknem i delikatnością płatków łagodzącą surowe pędy. Prostota w połączeniu z artyzmem - czy to właśnie przepis na ideał? Nie zawsze, bo wiemy doskonale, iż każdy człowiek ceni sobie inne wartości, często skrajne. Pamiętajmy jednak, że Orchidee należą do najbogatszej w gatunki rodziny roślin kwiatowych, różniących się nieraz diametralnie w swym wyglądzie. To właśnie to bogactwo form, kolorów, kształtów sprawia, że każdy może odnaleźć w nim okaz najdoskonalej wyrażający jego samego. Będący odzwierciedleniem własnej duszy.

Podobnie jest z książkami - kto czyta, chociaż sporadycznie, z całą pewnością zachował w swej pamięci jakieś dzieło szczególne. Książkę wyjątkową, która wpłynęła na jego życie, poruszyła dogłębnie, zwróciła uwagę na ważne aspekty, a może po prostu pojawiła się, gdy była najbardziej potrzebna lub najzwyczajniej w świecie przywołała szczery uśmiech? Chyba każdy ma tę swoją jedyną Orchideę pachnącą papierem, o liściach wesoło szeleszczących na wietrze i wypełnionych sensem kwiatach rozbudzających w sercu radość i nadzieję. 

Strona PAPIEROWE ORCHIDEE powstała, by spośród całej feerii tomów zalegających w naszej pamięci, odnaleźć właśnie te najcenniejsze, o co poproszę wielu interesujących, cenionych ludzi, w których życiu literatura zajmuje poczesne miejsce. Kto wie, może ich Orchidee zakwitną i w naszych sercach!




Papierowa Orchidea Krystiana Kajewskiego



Miło mi powitać następnego gościa. Krystianie, od pewnego czasu starasz się aktywnie promować literaturę oraz polskich twórców – często debiutantów. Efektem tych działań jest między innymi cykl wydarzeń kulturalnych odbywających się w Krakowie pod nieco szokującą nazwą „Kulturkampf”, audycje radiowe pod tym samym tytułem, prezentujące kolejnych pisarzy czy projekt „Alfabet Literacki”. Książki odgrywają od dawna ważną rolę w Twoim życiu. Całe naręcza, regały tomów... ale czy potrafiłbyś wybrać tę jedyną, najważniejszą, tę wyjątkową pozycję wyrażającą Ciebie samego? 

Czy istnieje jakaś książka, która jest dla mnie nie tylko nieustającym punktem odniesienia? Nie tylko nieustającą przygodą? Ale która wiąże mnie ze sobą na sposób wyjątkowy? Innymi słowy: czy jest na świecie książka, która postawiona na szali wagi mierzącej emocje, przeważyłaby prawdopodobnie wszystkie inne książki, które czytałem i których nie czytałem? Te, które są i te, których nie będzie nigdy? Czy jest książka, która wyrosła we mnie jak świat i która rośnie we mnie nieustannie? Która sprawiła, że napisałem, że piszę własną książkę, która z niej wyrasta? Czy jest nareszcie książka, która jest nieskończona? Której nie można skończyć? 

Ale która jest jednocześnie skończonym arcydziełem. Perłą w koronie. Strzałem w dziesiątkę. Doskonale wycyzelowanym brylantem. Kobietą idealną. Tak!, która jest książką-kobietą. Książką, w której można się zakochać. W której można się przejrzeć. Z którą można mieć romans. Która przywraca to pierwotne znaczenie powieści (z francuskiego roman). Tą książką jest dla mnie Rayuela (Gra w klasy) Julio Cortazara. Przy okazji jedna z najdziwniejszych, eksperymentalnych powieści dwudziestego stulecia. Książka, która składa się z 3 części: Z TEJ STRONY, Z TAMTEJ STRONY, Z OBU STRON. Pierwsza opowiada o paryskim romansie pary bohaterów: dionizyjskiej Luisy – Magi i apollińskiego Horacio Oliveiry. Oboje przyjeżdżają do Paryża z Ameryki Południowej. Horacio z Argentyny, Maga jest Urugwajką z Montevideo. Druga część książki dzieje się w boskim Buenos, do którego Oliveira powraca po rozpadzie związku z Magą i gdzie odnajduje Jej sobowtóra, Jej i swojego, Talitę i Travelera. Trzecia część to scalające całość silva rerum, cytaty, motta, luźne zapiski formalne. A propos formy, która jest spoiwem tej antypowieści, Gra w klasy oparta jest na schemacie dowolności w odczytywaniu rozdziałów, które ponumerowane, mogą być odczytywane na co najmniej dwa sposoby, a tak naprawdę w nieskończonych konfiguracjach. 

To wszystko brzmi interesująco... i zapewne dla niektórych skomplikowanie, ale czy to naprawdę aż tak wyjątkowa lektura? Gdybyś miał streścić Grę w klasy jednym zdaniem? W tę krótką chwilę przekonać do niej kogoś, kto nie chce brnąć w konwencję, zagłębiać się w rozwiązania techniczne? Powiedziałbyś...

Och, to książka, w której odnajdujesz takie oto motto: Problem jest odwróconym rozwiązaniem. I nic już nie jest takie jak było. Fraza Cortazara jest jak fala, niekiedy śmiercionośne tsunami, częściej ożywcze tajfuny. 

Może taką książkę się odnajduje raz w życiu, a może co najwyżej kilka razy. Taką książkę z pewnością pisze się tylko raz. Cortazar próbował powtórzyć to, co udało mu się w tak efektowny sposób przy Grze w klasy, przy okazji Książki dla Manuela. Ale to już nie było to. 

Jak sądzisz, co było powodem takiego stanu rzeczy? Przecież Cortazar nie stracił talentu z dnia na dzień. Może to Ty odnalazłeś w Grze w klasy wszystko, czego oczekiwałeś od idealnej lektury? Zdradzisz nam czego poszukiwałeś w tym tekście, albo raczej, co odnalazłeś? 

Tego nie da się tak po prostu przenieść. To jest woda, która wylewa się z pięści. Duch przenikający ściany i korytarze. Swobodny oddech rewolucji mentalnej, która powoduje przemiany. Metamorfozy – metempsychozy. Dopisywanie rozdziałów do Gry w klasy jest tyleż podniecające, co niebezpieczne. 

Czego szukałem w Grze w klasy? Potwierdzenia dla swojej wiary w Formę Bardziej Pojemną? Nowych Drzwi, które otworzą się i będą się otwierać ciągle? Prostego modelu nieskończoności? Nieśmiertelności? Przygody, która nie ma konsekwencji nieodwracalnych? Zapomnienia w fikcji, która jest realnością, która jest magią, która jest języczkiem, który płonie. 

A teraz ten ogień płonie nadal, na tle Twoich przedsięwzięć. Oby nie zagasł już nigdy, skoro potrafi tak rozpalić zapał i entuzjazm. Dziękuję, Krystianie, za rozmowę.

sobota, 5 stycznia 2013