piątek, 28 grudnia 2012

PAPIEROWA ORCHIDEA Krystiana Głuszko


P A P I E R O W E   O R C H I D E E



Orchidee to kwiaty magiczne, urzekające swym wysublimowanym pięknem i delikatnością płatków łagodzącą surowe pędy. Prostota w połączeniu z artyzmem - czy to właśnie przepis na ideał? Nie zawsze, bo wiemy doskonale, iż każdy człowiek ceni sobie inne wartości, często skrajne. Pamiętajmy jednak, że Orchidee należą do najbogatszej w gatunki rodziny roślin kwiatowych, różniących się nieraz diametralnie w swym wyglądzie. To właśnie to bogactwo form, kolorów, kształtów sprawia, że każdy może odnaleźć w nim okaz najdoskonalej wyrażający jego samego. Będący odzwierciedleniem własnej duszy.

Podobnie jest z książkami - kto czyta, chociaż sporadycznie, z całą pewnością zachował w swej pamięci jakieś dzieło szczególne. Książkę wyjątkową, która wpłynęła na jego życie, poruszyła dogłębnie, zwróciła uwagę na ważne aspekty, a może po prostu pojawiła się, gdy była najbardziej potrzebna lub najzwyczajniej w świecie przywołała szczery uśmiech? Chyba każdy ma tę swoją jedyną Orchideę pachnącą papierem, o liściach wesoło szeleszczących na wietrze i wypełnionych sensem kwiatach rozbudzających w sercu radość i nadzieję. 

Strona PAPIEROWE ORCHIDEE powstała, by spośród całej feerii tomów zalegających w naszej pamięci, odnaleźć właśnie te najcenniejsze, o co poproszę wielu interesujących, cenionych ludzi, w których życiu literatura zajmuje poczesne miejsce. Kto wie, może ich Orchidee zakwitną i w naszych sercach!




Papierowa Orchidea Krystiana Głuszko


Wszyscy jesteśmy świeżo po świętach, tymczasem PAPIEROWA ORCHIDEA ma kolejnego gościa. Zapraszam na spotkanie z Krystianem Głuszko, autorem książki, która wzbudziła we mnie niemałą ciekawość. Krystianie, słowem wstępu… 

Żaden kwiat nie przeżył przy mnie dłużej niż dwa tygodnie. Mimo to zostałem poproszony o napisanie swojej orchidei. Może jeśli stworzę własną, zbuntowane kwiaty zaczną mnie lubić i zagoszczą na dłużej w moim mieszkaniu?

Sądzę, że warto spróbować. Kto wie, jakimi prawami rządzą się rośliny? W każdym razie obiecuję, że tej ORCHIDEI nie pozwolimy uschnąć. O czym więc nam opowiesz?

Napiszę o książce, którą zna każdy. Nie będę więc oryginalny. Opiszę jak ważną jest dla mnie lekturą i to w jaki sposób stała się dla mnie dniem tygodnia, który trzyma mnie przy życiu. W moim świecie wtorek trwa cały tydzień. Jest nim każdy dzień. Każda godzina. Stał się on dla mnie formą terapii. Sposobem na życie. Tak, dzięki książce nauczyłem się radzić sobie z codziennością i żyć, po prostu żyć.

Książkę Paula Coelho „Weronika postanawia umrzeć” przeczytałem pewnego upalnego wtorku, gdy byłem w głębokiej depresji. Sam tytuł brzmi bardzo depresyjnie, dlatego sięgnąłem właśnie po nią. Taka jest przedziwna natura człowieka. Gdy jesteśmy smutni, słuchamy smutnych piosenek i jest to niemal regułą. Ja nie miałem ochoty na muzykę. Wziąłem do rąk książkę, którą kupiłem wiele lat wcześniej, w mieście sporo oddalonym od mojego. Podchodząc do kasy nie zapytałem o cenę a groziło to wtedy brakiem funduszy na bilet do domu. Zauroczyła mnie. Musiałem ją mieć i miałem, nadal mam. Jako, że posiada ona bolesny dla mnie wątek, pseudo-leczenia wstrząsami insulinowymi oraz elektrowstrząsami, które sam przeżyłem, przez wiele lat bałem się ją otworzyć. Trwało to do tego pamiętnego, sierpniowego wtorku.

Weronika, główna bohaterka, tak jak mówi już sam tytuł, postanowiła się zabić. Z postanowieniami jest jednak różnie. Tym razem się nie udało. Weronika przeżyła by nauczyć się żyć na nowo. Efektem ubocznym tej nauki była odwzajemniona miłość do schizofrenika. Edward dzięki niej wrócił do świata, który opuścił osiem lat temu.

Co przekonało Weronikę do tego, że życie jest piękne? O ironio, sprawiła to świadomość, że za kilka dni miała umrzeć. Uszkodzenie serca, które nastąpiło w wyniku przedawkowania leków stało się jej wyrokiem. Kłamstwo jest złe. Większość z nas twierdzi, że woli od niego najgorszą prawdę. Tym razem to kłamstwo odsłoniło prawdę. Bo przecież prawdą jest, że życie jest piękne. Weronika nie umierała, lecz rodziła się na nowo. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej serce jest zdrowe a cała historia z jego uszkodzeniem jest kłamstwem psychiatry. Jego udanym eksperymentem.

Po odłożeniu przeczytanej już książki zaparzyłem sobie kawę. Spalając do niej kilka papierosów poczułem coś, czego nie potrafię opisać a stało się to dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Weronika postanowiła żyć. Cieszyć się nim, pomimo tego, iż była pewna, że w każdej chwili jej serce może się zatrzymać. I o to chodzi! Żyjmy jak ona. Tak jakby każda chwila miała być naszą ostatnią. Doceniając każdą minutę naszego istnienia nie bójmy się spełniać marzeń i pragnień. Spróbuj i Ty. A jeśli nigdy nie poczułeś jeszcze zapachu orchidei, nie odkładaj tego na później. Jutro może nie nadejść a jej zapach jest zbyt piękny by umrzeć nie zaznając jego słodyczy.

Piękna i bardzo pouczająca pointa! Niestety w dzisiejszych czasach ludzie często zapominają o tym, co jest najważniejsze w życiu. Tymczasem ważne są chwile i doznania. Jak dawno temu miał miejsce ów pamiętny wtorek? W jaki sposób książka, którą wtedy przeczytałeś wpłynęła na to, co sam piszesz? 

Mój kalendarz wtorkowy zaczął się dwa lata temu. Weronika pokazała mi, że warto spełniać marzenia mimo wszystko. Moim marzeniem było zostać pisarzem. Gdyby nie Weronika, nie wiem czy kiedykolwiek, pomimo braku wiary w siebie odważyłbym się zaproponować cokolwiek wydawnictwu. Świadomy, że jutro może nie nadejść przełamałem mur, który dzielił mnie od zdobycia tego, co chciałem osiągnąć. Zostałem pisarzem. Weronika nie miała wpływu na samą treść moich tekstów lecz na to, że w ogóle zaistniały oraz na to, że nadal powstają.

Pytam, bo całkiem niedawno ujrzała światło dzienne Twoja własna powieść pt. „Spektrum”. Zechcesz przybliżyć nieco czytelnikom ten tytuł? Z pewnością nie jest to utwór sztampowy czy komercyjny.

Już w tytule mojej książki ukryty jest fragment jej treści. Wziął się on od słów – spektrum autyzmu, w którego klatce żyłem i żyć będę do końca swoich dni. Od zawsze byłem inny a moja inność została nieprawidłowo zdiagnozowana. Efektem tej pomyłki, czy zwykłego niedopatrzenia były okrutne terapie, których stałem się ofiarą. Dawno wycofana metoda „leczenia” wstrząsami insulinowymi, które miały mi pomóc a nie pomogły. Elektrowstrząsy, które zniszczyły mi mózg zamiast go naprawić. Halucynacje. Próby samobójcze. Szpitale psychiatryczne. Wszystko to, co przeżyłem stworzyło moją książkę. Chęć opublikowania „Spektrum” była nakręcona złością do tego co mi zrobili psychiatrzy, choroba psychiczna. Świat powinien widzieć o tym, co dzieje się w miejscach zapomnianych przez samego Boga, ale również o tym, że zawsze, nawet gdy nie istnieje nadzieja, można żyć i cieszyć się z tego życia. O tym, że dopóki walczysz, wygrywasz. „Spektrum” jest moim życiem. To jestem ja.

Zdaję sobie sprawę, że nie łatwo było opublikować tekst będący swego rodzaju prywatnym pamiętnikiem. Jak dziś oceniasz to, że zdecydowałeś się na wydanie „Spektrum”?

Moja książka miała ukazać się pod pseudonimem literackim. Bałem się tego, jak zostanę odebrany przez otoczenie, gdy zobaczy mnie obnażonego jej treścią. Umowa była już podpisana a w niej nie widniało moje nazwisko, lecz fikcyjnego „Igora Lipińskiego”. W ostatniej chwili poprosiłem o aneks do umowy. Odważyłem się i nie żałuję tego. Dostaję wiele wiadomości od czytelników, w których dziękują mi za to, że odważyłem się wydać moją historię. Wielokrotnie proszą o pomoc. To jest piękne. Czuję się potrzebny. Poza tym poznałem wielu pisarzy. Wspaniałych ludzi. Nie mam prawa żałować swojej decyzji. Była ona jedną z najtrudniejszych, jednocześnie najlepszych w moim życiu.

Cieszę się, że rozmawiam dziś jednak z Krystianem Głuszko, a nie Igorem. Wierzę, że Twoja osobista historia może stać się dla wielu ludzi przykładem na to, jak należy dążyć do swych marzeń. Niezależnie od obaw i lęków.  Dziękuję za tę niezwykle optymistyczną ORCHIDEĘ:)


wtorek, 11 grudnia 2012

PAPIEROWA ORCHIDEA Karola Kłosa


P A P I E R O W E   O R C H I D E E



Orchidee to kwiaty magiczne, urzekające swym wysublimowanym pięknem i delikatnością płatków łagodzącą surowe pędy. Prostota w połączeniu z artyzmem - czy to właśnie przepis na ideał? Nie zawsze, bo wiemy doskonale, iż każdy człowiek ceni sobie inne wartości, często skrajne. Pamiętajmy jednak, że Orchidee należą do najbogatszej w gatunki rodziny roślin kwiatowych, różniących się nieraz diametralnie w swym wyglądzie. To właśnie to bogactwo form, kolorów, kształtów sprawia, że każdy może odnaleźć w nim okaz najdoskonalej wyrażający jego samego. Będący odzwierciedleniem własnej duszy.

Podobnie jest z książkami - kto czyta, chociaż sporadycznie, z całą pewnością zachował w swej pamięci jakieś dzieło szczególne. Książkę wyjątkową, która wpłynęła na jego życie, poruszyła dogłębnie, zwróciła uwagę na ważne aspekty, a może po prostu pojawiła się, gdy była najbardziej potrzebna lub najzwyczajniej w świecie przywołała szczery uśmiech? Chyba każdy ma tę swoją jedyną Orchideę pachnącą papierem, o liściach wesoło szeleszczących na wietrze i wypełnionych sensem kwiatach rozbudzających w sercu radość i nadzieję. 

Strona PAPIEROWE ORCHIDEE powstała, by spośród całej feerii tomów zalegających w naszej pamięci, odnaleźć właśnie te najcenniejsze, o co poproszę wielu interesujących, cenionych ludzi, w których życiu literatura zajmuje poczesne miejsce. Kto wie, może ich Orchidee zakwitną i w naszych sercach!




Papierowa Orchidea Karola Kłosa



Korol Kłos – rozpoznawalny w dużej mierze dzięki powieściom „Latarnik” i „Latarniczka”, ale też jako dziennikarz obywatelski społecznościowego portalu informacyjnego Wiadomości24.pl.

Karolu, znasz ideę PAPIEROWEJ ORCHIDEI. Na pewno przygotowałeś czytelnikom coś specjalnego. Oddaję Ci zatem głos.

Dziękuję. Twój projekt jest niezwykle interesujący dla kogoś takiego jak ja, który od dzieciństwa żyje wśród książek i nie ma absolutnie żadnej nadziei na to, aby się cokolwiek zmieniło. Książki to moja największa z pasji, bo znacznie mniej mnie angażuje fotografia, sztuka (freski), dziennikarstwo, czy latarnie morskie. Chociaż o latarniach morskich są właśnie moje książki, albo raczej latarnie stoją w tle i przyglądają się temu co się na kartach powieści dzieje.

Najważniejszą książką w moim życiu jest pięknie wydany z mnóstwem wspaniałych ilustracji tom "Baśnie z dalekich mórz i oceanów" Wandy Markowskiej i Anny Milskiej. Te cudowne opowieści nie tylko zauroczyły mnie podwodnymi światami, ile raczej pokazały jak bujna może być wyobraźnia człowieka, jak egzotyczne miejsca mogą być nam aż tak bardzo bliskie, a także w jak niezwykłej scenerii może dziać się życie zupełnie takie samo jak każdego z nas. Wystarczy tylko szeroko otworzyć oczy ze zdziwienia i tym zdziwieniem patrzeć, chłonąć, albo samemu tworzyć. Ta książka uzależniła mnie od literatury, od fikcji, ale także od realnego życia w pobliżu morza. To dlatego w moich książkach fikcja miesza się z rzeczywistością i w zasadzie nie wiadomo co jest prawdą, a co już nie.

Później przyszły kolejne etapy zakochania się mojego w bajkach "Alicja w krainie czarów" i wiele innych.

"Baśnie z dalekich mórz i oceanów" - kiedy przeczytałeś tę książkę? I czy miała ona jakikolwiek wpływ na Twoje zamiłowanie do latarni morskich, czy może latarnie przyszły później w jakichś innych okolicznościach?

Latarnie morskie przytrafiły mi się później. To była okazja na pracę w pobliżu domu, bo pracowałem na budowie Elektrowni Jądrowej Żarnowiec, a do domu przyjeżdżałem tylko na niedzielę. Baśnie natomiast nauczyły mnie dystansu do treści narracji, uzmysłowiły, że wcale nie trzeba pisać prawdy. Oczywiście, prawda również trafia do moich książek po to, by uwiarygodnić opowieść. Niektóre fragmenty mówią o tak dobrze znanych sprawach, relacjonują pamiętane przez wszystkich wydarzenia, że czytelnik może sobie pomyśleć: skoro tamto jest prawdą, to może i reszta również.



Pierwsze baśnie czytałem zaraz po poznaniu literek, więc może w drugiej klasie szkoły podstawowej. Zafascynowały mnie specyficznymi opowieściami, bo nie mówiącymi o świecie, tylko o marzeniach i wyobraźni. To pewnie dlatego teraz nie znoszę książek historycznych.



Za to wiele innych czytasz z pasją. Wspomniałeś przed wywiadem o bardzo interesującej i dobrze rokującej akcji. Opowiedz czytelnikom o tym, czym jest Szybka Książka Miejska.


O akcji Szybka Książka Miejska dowiedziałem się z profilu o takiej nazwie na Facebooku. Chodzi o to by nie wyrzucać przeczytanych książek. Dotyczy to również książek starych, od dawna zalegających w szafach. Organizatorzy zbierają te książki, a następnie rozkładają je w wagonach Szybkiej Kolei Miejskiej na terenie trójmiasta. Wszystkie książki są specjalnie oznaczone, aby można było łatwo znaleźć informacje o akcji.

Można też samodzielnie zostawiać książki podobnie oznaczone w tramwajach, pociągach, dworcach. Ostatnio dowiedziałem się o przyłączeniu do akcji Winiarni Literacka w Gdańsku z ulicy Mariackiej. Oznaczyłem więc trzy swoje książki, pojechałem do Winiarni Literacka i tam zostawiłem swoje książki, a w zamian do czytania zabrałem trzy inne. W ten sposób za darmo można czytać, podobnie jak w bibliotekach.

Podoba mi się ta akcja. Słyszałem już o niejednej wymianie książek, jednak z reguły były to cykliczne wydarzenia, powtarzające się raz na jakiś czas. Tutaj nie ma uzależnienia od terminu, albo obawy, że np. przegapimy wymianę. Bardzo się cieszę, że coś takiego zaistniało w Polsce i, jak rozumiem, cieszy się pewnym powodzeniem. Kto wie, może wkrótce ten pomysł powędruje wgłąb kraju, aż po ośnieżone szczyty Tatr. Miejmy nadzieję, że tak będzie.


środa, 14 listopada 2012

PAPIEROWA ORCHIDEA Anny Strzelec



P A P I E R O W E   O R C H I D E E



Orchidee to kwiaty magiczne, urzekające swym wysublimowanym pięknem i delikatnością płatków łagodzącą surowe pędy. Prostota w połączeniu z artyzmem - czy to właśnie przepis na ideał? Nie zawsze, bo wiemy doskonale, iż każdy człowiek ceni sobie inne wartości, często skrajne. Pamiętajmy jednak, że Orchidee należą do najbogatszej w gatunki rodziny roślin kwiatowych, różniących się nieraz diametralnie w swym wyglądzie. To właśnie to bogactwo form, kolorów, kształtów sprawia, że każdy może odnaleźć w nim okaz najdoskonalej wyrażający jego samego. Będący odzwierciedleniem własnej duszy.

Podobnie jest z książkami - kto czyta, chociaż sporadycznie, z całą pewnością zachował w swej pamięci jakieś dzieło szczególne. Książkę wyjątkową, która wpłynęła na jego życie, poruszyła dogłębnie, zwróciła uwagę na ważne aspekty, a może po prostu pojawiła się, gdy była najbardziej potrzebna lub najzwyczajniej w świecie przywołała szczery uśmiech? Chyba każdy ma tę swoją jedyną Orchideę pachnącą papierem, o liściach wesoło szeleszczących na wietrze i wypełnionych sensem kwiatach rozbudzających w sercu radość i nadzieję. 

Strona PAPIEROWE ORCHIDEE powstała, by spośród całej feerii tomów zalegających w naszej pamięci, odnaleźć właśnie te najcenniejsze, o co poproszę wielu interesujących, cenionych ludzi, w których życiu literatura zajmuje poczesne miejsce. Kto wie, może ich Orchidee zakwitną i w naszych sercach!





Papierowa Orchidea Anny Strzelec


Anna strzelec, poetka i pisarka poproszona o podzielenie się swoją ORCHIDEĄ, nie zastanawiała się ani chwili zaznaczając, że jej ORCHIDEĄ nie będzie jedynie książka. Ma zamiar szerzej rozwinąć wypowiedź, odnosząc się do całej twórczości konkretnej osoby. Dlaczegóż by nie – pomyślałem. Przecież nie tylko książka jest częścią pisarza. Postanowiłem przymknąć oko na tę małą niesubordynację i pozwolić Annie na przedstawienie swojej nietypowej ORCHIDEI. Zostawiam Was sam na sam z moim gościem, posłuchajcie, co ma do powiedzenia na temat tych niezwykłych kwiatów. 

Bardzo lubię orchidee zwane przez niektórych storczykami. Mam  ich osiem, w różnych kolorach. Są moją miłością i jak Ona – celowo użyłam dużej litery mając miłość na myśli – wymagają szczególnej pielęgnacji. 

Gdy Kamil zwrócił się do mnie z prośbą o wypowiedź na tym bardzo interesującym, prowadzonym przez niego portalu – wiedziałam jedno: nie będę polecać moich książek. Niech to robią za mnie inni

Jest pewna postać i tę właśnie bardzo chciałabym przybliżyć moim czytelnikom. 

Anka Kowalska – pisarka i poetka, z której twórczością zetknęłam się dość dawno temu, w moich czasach studenckich… Co to znaczy dość dawno? Dla mnie kilkadziesiąt lat temu, gdy wpadła mi w ręce książka Pestka, a wraz z nią kilka wiadomości o jej autorce. Zafascynowała mnie na tyle, że po przeczytaniu kilkunastu stron pobiegłam do księgarni św. Wojciecha ( a zdarzyło się to w Poznaniu)  
  
i kupiłam Pestkę, powieść psychologiczną, prozę poetycką, jak ją sama określiłam i stała się ona w tamtych czasach moim „guru”, łącznie z motto, jakie zawierała, czyli cytatem Antoine'a de Saint – Exupéry'ego, którego twórczość równolegle poznawałam i pokochałam.

A kiedy two­ja miłość jest przyjęta i ot­wierają się dla ciebie ra­miona - wówczas proś Bo­ga, nie­chaj oca­li tę miłość od zep­su­cia, bo niepo­koję się o ser­ca po brze­gi szczęściem wy­pełnione. 
( z Citadelle )

Treścią opowieści, którą wzruszająco snuje Anka Kowalska jest życie atrakcyjnej w swojej urodzie Agaty, utalentowanej poetki i jej kilkuletni związek z żonatym mężczyzną, Borysem. 

Dla mnie, młodej czytelniczki zadziwiająca, bo mało spotykana była wtedy konstrukcja książki. Akcja prowadzona przez narratorkę, którą jest Sabina, przyjaciółka Agaty rozmawiająca z Borysem i z tej perspektywy, przy niezliczonych filiżankach kawy, wypitych w przenośni razem z nimi poznałam losy bardzo trudnego związku, jaki zaistniał między bohaterami książki. 

Kiedy ludzi już nie tylko namiętność, pierwsza pojawia się radość ... Pierwszy znak miłości to ona, zaraz następne jest cierpienie.

Dowiedziałam się, jak było naprawdę, bo w tę miłość, którą można dziś tak zbyt zwyczajnie nazwać romansem zostało uwikłanych kilka osób. W życiowym trójkącie znaleźli się Agata, Borys i jego chorowita żona, której już nic nie mogło w oczach męża przywrócić wdzięku młodości, a także dwóch w szkolnym wieku synków Borysa oraz Sabina i jej mąż Józef, wulgarny karierowicz … 

Miłość, która zrodziła się w niewłaściwym czasie bez szans na spełnienie… Problemom zdrady, grzechu, moralności towarzyszą wnikliwe przemyślenia bohaterów. Pojawia się pragnienie dziecka od ukochanego mężczyzny, jak szczęście i antidotum na ból, ale macierzyństwo też nie było Agacie dane… ale śmierć jej matki, odejście psa, jak zerwanie ostatniej nici wiążącej ją z rodzinnym domem, młodością… 

Powieść wypełniona jest po brzegi trudną miłością, związanymi z nią emocjami i desperacją. Jakże trudno jest taką w sobie nieść. Bez światełka na końcu drogi umożliwiającego wyjście z labiryntu …

Wracałam do książki Anki Kowalskiej kilkakrotnie. Mimo, że przygnębiona musiałam uwierzyć w tragiczne zakończenie, odnalazłam w niej mądrość, a cytaty zaczęły towarzyszyć mojemu pisaniu. Choć nastąpiło ono dużo później, ziarenko zostało zasiane… z niego owoc, a potem pestka…

─ Każdy ma w sobie pestkę, każdy swoją. Jak owoc. Przylatują ptaki, przychodzi jedno po drugim spustoszenie. Robak. Gnije to, co jest miąższem. Odpada. Ale pestkę trzeba uratować. Pestka musi zostać nietknięta. Z pestki przecież...
Nie pojęcie wstrząśnięta spytałam, co jest pestką.
– To, w co nie przestajemy wierzyć. Co jest najgłębiej nami; pomimo wszystko. Pomimo zła w nas. Pomimo naszych odstępstw, mimo wszystkich srebrników, jakeśmy wzięli.

Gdy czytałam ją pierwszy raz, nie byłam jeszcze mężatką. Żadna inna kobieta  nie zagrażała mojemu związkowi i pewnie dlatego nie umiałam tak do końca współczuć tragedii Teresy, żony bohatera Pestki. Zachwycała mnie głębia uczucia dwojga bohaterów, wzajemna fascynacja, ich marzenia, płakałam nad miłością niespełnioną, zakończeniem pozbawionym happy endu. 

Dzisiaj wiem, że od takiego uczucia trzeba uciekać… natychmiast, po jego poczęciu… bo jest jak rajski owoc zakazane. Uciekać, zanim stanie się miłością masochistyczną niosącą spustoszenie  w naszej psychice… zanim się narodzi i będziemy ją kąpać w potoku łez...

Pestka to jedyna książka Anki Kowalskiej, ale autorka pisała też wspaniałe wiersze. Dla przykładu zacytuję jeden, który mnie szczególnie ujął, a zatytułowany jest:

  Przed

Pewnego dnia odejdę
to będzie świt
za świtem ty zostaniesz
może o świcie
może trochę łatwiej
może przebrnę
przez pożegnanie
ja i tak będę dźwigała samotny płacz
za tobą
za sobą
za dzisiaj
więc nie chcę nocy
nie chcę gwiazd
nie chcę gwiazd
pod  gwiazdami o tobie muszę myśleć
a  ja
i tak i tak
co mam robić
tylko myśleć
tylko strasznie się dziwić
jakże to tak
kochany
kochany
dlaczego nie byliśmy szczęśliwi

Dobrze. Muszę więc przyznać, że Twoja ORCHIDEA jest kobietą. Powiedz mi w związku z tym, czy jest według Ciebie coś niezwykłego w Ance Kowalskiej. Coś, co nie jest związane z jej twórczością? O tej już powiedziałaś wiele, skoro jednak chcesz nam przybliżyć autorkę, pokaż nam jej postać również z innej strony niż jedynie literacka.

Przystępując do pisania wspomnień o Ance Kowalskiej, znalazłam w Wikipedii link, prowadzący mnie do artykułu i wiadomości, o których nie wiedziałam, faktów dawnych, które jeszcze bardziej przybliżyły mi jej sylwetkę.
Zapraszam, bo kryje się w nim jeszcze jedna lekcja historii pt:

Niezwykłe wspomnienia. Wstrząsające. Przypomniały mi książkę Łukasza Modelskiego pt. „Dziewczyny wojenne”. Podobnie jak bohaterki tamtych historii, także ta postać budzi we mnie podziw i szacunek. Nieraz zaskakuje mnie jak silna i pełna determinacji potrafi być tak zwana przez wielu słaba płeć. 

Naprawdę podobała mi się Twoja ORCHIDEA, Anno. Cieszę się, że postanowiłaś postawić na swoim i stworzyć ją po swojemu. Gdyby nie to, zapewne długo bym jeszcze nie wiedział o tej, jakże ciekawej osobowości. A po „Pestkę” sięgnę niebawem, możesz być tego pewna. Dziękuję Ci bardzo. Masz ochotę powiedzieć coś jeszcze na zakończenie? 

Może jeszcze jeden wiersz pt: Wróżby
 i moja najpiękniejsza orchidea
dla Anki Kowalskiej…

O jak ty byś mnie kochał —
prawda?
— jak sól miecz żebro
jak kraj którego nie ma
ocalenie i zgubę
ty byś do moich źrenic
czule jak powieka
ty byś do moich dłoni
jak braciszek wróbel
ty byś wiedział co mówię
kiedy z głębi milczę
strach przy tobie niestraszny
noc dźwięczna jak kryształ
ty byś mnie w płaczu zbawił
i wywiódł z doliny
O jak ty byś mnie —
prawda?
— gdybyś istniał



sobota, 3 listopada 2012

PAPIEROWA ORCHIDEA Ewy Bauer


P A P I E R O W E   O R C H I D E E



Orchidee to kwiaty magiczne, urzekające swym wysublimowanym pięknem i delikatnością płatków łagodzącą surowe pędy. Prostota w połączeniu z artyzmem - czy to właśnie przepis na ideał? Nie zawsze, bo wiemy doskonale, iż każdy człowiek ceni sobie inne wartości, często skrajne. Pamiętajmy jednak, że Orchidee należą do najbogatszej w gatunki rodziny roślin kwiatowych, różniących się nieraz diametralnie w swym wyglądzie. To właśnie to bogactwo form, kolorów, kształtów sprawia, że każdy może odnaleźć w nim okaz najdoskonalej wyrażający jego samego. Będący odzwierciedleniem własnej duszy.

Podobnie jest z książkami - kto czyta, chociaż sporadycznie, z całą pewnością zachował w swej pamięci jakieś dzieło szczególne. Książkę wyjątkową, która wpłynęła na jego życie, poruszyła dogłębnie, zwróciła uwagę na ważne aspekty, a może po prostu pojawiła się, gdy była najbardziej potrzebna lub najzwyczajniej w świecie przywołała szczery uśmiech? Chyba każdy ma tę swoją jedyną Orchideę pachnącą papierem, o liściach wesoło szeleszczących na wietrze i wypełnionych sensem kwiatach rozbudzających w sercu radość i nadzieję. 

Strona PAPIEROWE ORCHIDEE powstała, by spośród całej feerii tomów zalegających w naszej pamięci, odnaleźć właśnie te najcenniejsze, o co poproszę wielu interesujących, cenionych ludzi, w których życiu literatura zajmuje poczesne miejsce. Kto wie, może ich Orchidee zakwitną i w naszych sercach!





Papierowa Orchidea Ewy Bauer






Kolejnym moim gościem jest Ewa Bauer – krakowianka, z wykształcenia prawnik, z zamiłowania psycholog, podróżnik i pisarz. Ewa debiutowała powieścią obyczajową „W nadziei na lepsze jutro”, która również ukazała się w wersji elektronicznej. Jest autorką opowiadań, m.in. znajdujących się w darmowych antologiach wydanych wraz z innymi autorami w wersji e-book. Są to: „O, choinka! czyli jak przetrwać święta” (opowiadania „Cud Narodzin” i „Polowanie”), „31.10 Wioska Przeklętych” (opowiadanie „Pielgrzymka”). Już wkrótce powinna ukazać się jej kolejna powieść, stanowiąca kontynuację losów bohaterów z książki „W nadziei na lepsze jutro”. 

Ewo, opowiedz nam o swojej ORCHIDEI proszę. Wiele trudu sprawiło ci podjęcie decyzji, która książka stanowi dla Ciebie szczególną wartość? 

Kiedy poprosiłeś mnie o przygotowanie, książki, która jest dla mnie ważna, od razu przyszedł mi do głowy „Mały Książę” Antoine de Saint Exupery. Potem pomyślałam, że to zbyt oczywisty wybór i powinnam wysilić się na coś bardziej oryginalnego. Czytam książki od trzydziestu lat, wiele na długo pozostawało w mojej pamięci, wywarło wpływ, pomagało zrozumieć różne sytuacje w życiu, ale żadna nie została tam tak długo jak „Mały Książę”. Nie będę wysilać się na dorabianie filozofii do innej lektury, to właśnie ta niewielka objętościowo, a olbrzymia jakościowo książka jest moją Orchideą. 

Zbyt oczywisty wybór? Nie sądzę. Zauważ, że mimo ogromnej popularności i sympatii jaką cieszy się „Mały Książę”, żaden z zaproszonych autorów nie wymienił jeszcze tego tytułu. Ktoś to musiał zrobić, a skoro tą osobą okazałaś się Ty – cóż, wysoko sobie zawiesiłaś poprzeczkę, bo przecież uzasadnienie nie może być banalne, prawda? Zacznijmy jednak od początku. Jak się rozpoczęła Twoja przygoda z tym wielkim „Małym Księciem”? Gdzie się zaczęła ta zażyłość? 

Pierwszy raz sięgnęłam po „Małego Księcia” w szkole podstawowej, wydała mi się zbyt abstrakcyjna i zbyt baśniowa jak na osobę wówczas w moim wieku. Dopiero w liceum pojęłam perfekcyjność tego dzieła, zakochałam się w nim po uszy i ta miłość trwa do dnia dzisiejszego. Do tego stopnia, że zgromadziłam już całkiem pokaźny zbiór wydań w językach obcych. Obecnie mam ponad 20 egzemplarzy, z czego najbardziej egzotyczny jak dla mnie jest w języku Indian z Peru: Quechua, mam także książki w trzech odmianach chińskiego, w językach skandynawskich, po japońsku, węgiersku i oczywiście bardziej popularnych językach świata. 



Wygląda na to, że to prawdziwa fascynacja. Przyznam się, że nieco zazdroszczę kolekcji. Muszę jednak zadać to pytanie. Być może nieco sztuczne, a z całą pewnością prowokacyjne, ale… czy nie uważasz, że jesteś już „za duża” na tę lekturę? Przecież „Mały Książę” to… 

To tylko pozornie bajka przeznaczona dla dzieci. W rzeczywistości niejeden dorosły człowiek może mieć problem ze zrozumieniem przesłania jakie niesie ta lektura. To właśnie wraz z „Małym Księciem” uczyłam się jak szukać tego co naprawdę ważne, to Mały Książę” pokazał mi znaczenie przyjaźni i miłości w życiu człowieka, ich pochodzenie oraz to w jaki sposób należy te wartości pielęgnować. 

Rozumiem więc, że tę lekcję pamiętasz do dziś? Skoro tak, to zdradź nam, gdzie w życiu Ewy Bauer możemy odnaleźć jego ślady? 

Dziś kiedy sama piszę, w swoich książkach czy opowiadaniach staram się pokazać jak ważne są uczucia, zrozumienie, empatia i odpowiedzialność za drugiego człowieka, ale dopiero przygotowując się do tego wywiadu spostrzegam pod jak wielkim wpływem „Małego Księcia” wciąż pozostaję. 

W powieści „W nadziei na lepsze jutro” i jej kontynuacji, która ma już wkrótce się ukazać pokazuję jak ławo zagubić się w codziennym życiu, jeżeli człowiek ma na pierwszym planie swoje życie zawodowe czy zbyt łatwo ulega pokusom, może zaniedbać to co sam oswoił. A jak powiedział bohater mojej Orchidei: „Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś.("Mały Książę", rozdział XXI) a „decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez” („Mały Książę”, rozdział XXV). Podobnie zresztą dzieje się w opowiadaniu Polowanie, wchodzącym w skład antologii „O, choinka! czyli jak przetrwać święta”, tu bohaterem jest dziecko, które zbyt mocno zaufało rodzicom, a oni nie potrafili tego docenić. 

Moi bohaterowie mają różne motywy swoich działań, ja ich nie oceniam, pozostawiam to czytelnikowi. I znów muszę zacytować jeden z fragmentów ulubionej książki „Znacznie trudniej jest sądzić siebie niż bliźniego. Jeśli potrafisz dobrze siebie osądzić, będziesz naprawdę mądry”("Mały Książę", rozdział X) 

W opowiadaniu Wyścig szczurów czy Mimo wszystko, choć poruszają zupełnie różną tematykę, myśl przewodnia jest jedna: „Wśród ludzi jest się także samotnym” ("Mały Książę", rozdział XVII) dlatego warto postawić sobie wraz z narratorem „Małego Księcia” pytania o hierarchię wartości i sens więzi między ludźmi. Trzeba pamiętać, że „drogi prowadzą zawsze do ludzi. ("Mały Książę", rozdział XX) i „nawet w obliczu śmierci przyjemna jest świadomość posiadania przyjaciela”. 

Mam wrażenie, że bardzo chętnie wyrecytowałabyś nam tu treść całej książki. 

Mogłabym cytować i cytować Małego Księcia, bo prawie na każdej karcie tej 82-stronicowej książeczki jest jakaś myśl warta zastanowienia. A może lepiej, żeby czytelnicy sami wrócili do tej lektury, a ci co jeszcze nie mieli okazji, koniecznie to nadrobili. 

„Mały Książę” to naprawdę uniwersalna opowieść o zagubieniu człowieka i poszukiwaniu tego co jest w życiu ważne. Książka chociaż wydana już kilkadziesiąt lat temu nadal pozostaje aktualna. 

Polecam ją każdemu, bez względu na wiek, bo każdy z pewnością znajdzie tam coś dla siebie. 

Również polecam tę książkę każdemu. Kto czytał ją choć raz, zrozumie dlaczego. A wszystkich, którym spodobała się opowieść Ewy zapraszam serdecznie na jej blog: www.ewabauer.pl A oto inne ślady, które pozostawia po sobie podążając tropem „Małego Księcia”: 

1. „W nadziei na lepsze jutro” - wersja e-book: 

2. „W nadziej na lepsze jutro” – wersja papierowa 

3. „O, choinka! czyli jak przetrwać święta” – wersja e-book 

4. „31.10 Wioska Przeklętych” – wersja e-book 


poniedziałek, 20 sierpnia 2012

PAPIEROWA ORCHIDEA Lidii Heleny Zelman



P A P I E R O W E   O R C H I D E E



Orchidee to kwiaty magiczne, urzekające swym wysublimowanym pięknem i delikatnością płatków łagodzącą surowe pędy. Prostota w połączeniu z artyzmem - czy to właśnie przepis na ideał? Nie zawsze, bo wiemy doskonale, iż każdy człowiek ceni sobie inne wartości, często skrajne. Pamiętajmy jednak, że Orchidee należą do najbogatszej w gatunki rodziny roślin kwiatowych, różniących się nieraz diametralnie w swym wyglądzie. To właśnie to bogactwo form, kolorów, kształtów sprawia, że każdy może odnaleźć w nim okaz najdoskonalej wyrażający jego samego. Będący odzwierciedleniem własnej duszy.

Podobnie jest z książkami - kto czyta, chociaż sporadycznie, z całą pewnością zachował w swej pamięci jakieś dzieło szczególne. Książkę wyjątkową, która wpłynęła na jego życie, poruszyła dogłębnie, zwróciła uwagę na ważne aspekty, a może po prostu pojawiła się, gdy była najbardziej potrzebna lub najzwyczajniej w świecie przywołała szczery uśmiech? Chyba każdy ma tę swoją jedyną Orchideę pachnącą papierem, o liściach wesoło szeleszczących na wietrze i wypełnionych sensem kwiatach rozbudzających w sercu radość i nadzieję. 

Strona PAPIEROWE ORCHIDEE powstała, by spośród całej feerii tomów zalegających w naszej pamięci, odnaleźć właśnie te najcenniejsze, o co poproszę wielu interesujących, cenionych ludzi, w których życiu literatura zajmuje poczesne miejsce. Kto wie, może ich Orchidee zakwitną i w naszych sercach!





Papierowa Orchidea Lidii H. Zelman

Witam po długiej przerwie wakacyjnej. Lato wciąż w pełni, ale nie ma co tracić więcej czasu – pora poznać kolejną Papierową Orchideę. Dzisiaj pomoże nam w tym Lidia H. Zelman, autorka powieści: „Tożsamość anioła”, Bezsenność anioła” i Grzechy anioła

Lidio, długo zastanawiałaś się nad wyborem. Miałaś trudności z wyodrębnieniem tej szczególnej książki spośród lektur zalegających w Twej pamięci? Dlaczego?

Nie mam ulubionych powieści i nie wyróżniam żadnego konkretnego gatunku. Kocham książki za to, że dają mi możliwość patrzenia na świat oczami innych ludzi. Staram się odnaleźć w nich „coś”, co mnie zainspiruje, zaciekawi, skłoni do refleksji lub zwyczajnie pozwoli na chwilę oderwać się od rzeczywistości. 

Rozumiem, to trudne – wyróżnić jedną jedyną, gdy dziesiątki (a może setki) ofiarowały Ci, co miały najlepszego. Mimo to przygotowałaś nam swoją Orchideę, prawda?

Tak, po dłuższym namyśle, doszłam do wniosku, że jest jednak książka, która stała mi się szczególnie bliska. Nie ze względu na fabułę, czy poruszaną problematykę, ale przez wzgląd na bohaterkę. „Eugenia Grandet” Honoriusza Balzaca – powieść nieco ponura i mroczna, ukazująca niezwykłą kobietę na tle obłudnego i wyrachowanego francuskiego społeczeństwa z początków XIX wieku. Urzekł mnie sposób ukazania wewnętrznej przemiany, jaka zachodzi w tytułowej postaci – Eugenii. Skromna, z pozoru krucha i całkowicie podporządkowana woli ojca – tyrana, dziewczyna, na oczach czytelnika przechodzi niewiarygodną metamorfozę. Pod wpływem miłości do kuzyna, odnajduje w sobie siłę, by walczyć o to, w co wierzy i sprzeciwić człowiekowi, który dotąd narzucał jej własną wolę.  Ponosi konsekwencje podjętych decyzji, ale do końca pozostaje wierna swojemu uczuciu i wartościom – nawet wtedy, gdy ukochany mężczyzna porzuca ją dla innej kobiety. Eugenia jest tworem doskonałym. Na tle zepsutego i interesownego społeczeństwa, jawi się jako klejnot, uosobienie ginącej moralności. Jestem pełna podziwu dla autora, który tak świetnie uchwycił siłę i wrażliwość kobiety. „Eugenię Grandet” przeczytałam 17 lat temu, jeszcze jako nastolatka. Do dziś jednak obraz tej młodej dziewczyny jest we mnie żywy i dlatego uważam ją za jedną z najlepiej wykreowanych postaci kobiecych w literaturze. 

"W każdym położeniu kobieta ma więcej przyczyn do bólu niż mężczyzna i cierpi bardziej od niego. Mężczyzna ma siłę, wprawia ją w ruch, działa, chodzi, jest zajęty, myśli, ogarnia przyszłość, znajduje w niej pociechy (…). Ale kobieta tkwi w miejscu, twarzą w twarz ze zgryzotą, od której nic jej nie odrywa, schodzi aż na dno tej ziejącej przepaści, mierzy ją, często zapełnią ją swymi pragnieniami, swymi łzami." 
Honoriusz Balzac „Eugenia Grandet” tłum. Tadeusz Boy-Żeleński

Nie da się ukryć, że niezwykle autentyczny obraz przedstawia nam Balzac w przytoczonych słowach. Jednak słowa, dla wielu, pozostają tylko słowami. Nieraz pustymi. Wiem, że w Twoim przypadku, w tym szczególnym przypadku, tak nie było. Co „Eugenia Grandet” wniosła w Twoje życie, Lidio? Czy wpłynęła w jakikolwiek sposób na Twą twórczość?


Po lekturze książki, która obfitowała w niesamowitą ilość trafnych spostrzeżeń i „złotych myśli” narodziła się we mnie pasja gromadzenia cytatów. Nie chciałam, by któraś z wyczytanych mądrości, umknęła mi z biegiem lat. Mój notatnik z każdą chwilą zapełniał się słowami Dostojewskiego, Szekspira, Wilde’a i innych klasyków. Nie pozostało to bez znaczenia dla mojej debiutanckiej powieści „Tożsamość anioła”, która niemal ocieka cytatami.

Co według mojej prywatnej opinii tylko ją wzbogaca. Dziękuję, Lidio, za trud i upór w poszukiwaniu Orchidei!

środa, 18 lipca 2012

PAPIEROWA ORCHIDEA Karoliny Dyja


P A P I E R O W E   O R C H I D E E



Orchidee to kwiaty magiczne, urzekające swym wysublimowanym pięknem i delikatnością płatków łagodzącą surowe pędy. Prostota w połączeniu z artyzmem - czy to właśnie przepis na ideał? Nie zawsze, bo wiemy doskonale, iż każdy człowiek ceni sobie inne wartości, często skrajne. Pamiętajmy jednak, że Orchidee należą do najbogatszej w gatunki rodziny roślin kwiatowych, różniących się nieraz diametralnie w swym wyglądzie. To właśnie to bogactwo form, kolorów, kształtów sprawia, że każdy może odnaleźć w nim okaz najdoskonalej wyrażający jego samego. Będący odzwierciedleniem własnej duszy.

Podobnie jest z książkami - kto czyta, chociaż sporadycznie, z całą pewnością zachował w swej pamięci jakieś dzieło szczególne. Książkę wyjątkową, która wpłynęła na jego życie, poruszyła dogłębnie, zwróciła uwagę na ważne aspekty, a może po prostu pojawiła się, gdy była najbardziej potrzebna lub najzwyczajniej w świecie przywołała szczery uśmiech? Chyba każdy ma tę swoją jedyną Orchideę pachnącą papierem, o liściach wesoło szeleszczących na wietrze i wypełnionych sensem kwiatach rozbudzających w sercu radość i nadzieję. 

Strona PAPIEROWE ORCHIDEE powstała, by spośród całej feerii tomów zalegających w naszej pamięci, odnaleźć właśnie te najcenniejsze, o co poproszę wielu interesujących, cenionych ludzi, w których życiu literatura zajmuje poczesne miejsce. Kto wie, może ich Orchidee zakwitną i w naszych sercach!





Papierowa Orchidea Karoliny Dyja













































Stosunkowo niedawno natknąłem się na artykuł pod tytułem „Czy jestem za młody, by pisać?” Przyszedł mi na myśl ten tytuł nie bez powodu, a za sprawą kolejnego gościa – autorki będącej aktualnie w wieku maturalnym. Czy jest za młoda, by pisać? Po prostu pisze, a efektem tego są artykuły dla Magazynu Kontury, portalu Gazetownia czy kwartalnika Via Appia, publikacja opowiadania w zbiorze „O, choinka! Czyli jak przetrwać święta” oraz wydana w 2011 roku powieść obyczajowa „Uwaga, pani polityk za kierownicą!” 

Karolino, skoro zaczyna się pisać i być docenianym tak wcześnie jak Ty, to jak wcześnie zaczyna się czytać książki? Bo przecież oczytanie jest bardzo ważne w życiu pisarza. 

Moja przygoda z literami zaczęła się, kiedy miałam cztery lata. Mama po raz któryś czytała mi „Ulicę Sezamkową”. Historyjki o Erniem, Bercie czy Ciasteczkowym Potworze znałam niemal na pamięć, więc biedna mama nie mogła przekręcić nawet wyrazu, żebym tego nie zauważyła. Zdenerwowało ją to kiedyś i powiedziała mi, żebym czytała sobie sama. Nauczyłam się tego na magnesach – literkach, które przyczepiałam na lodówce. 

Od tamtej pory pochłonęłam ogromne ilości najróżniejszych książek. Wśród nich znalazły się dwie, które jakoś mną wstrząsnęły – był to pozytywny wstrząs czytelniczy. 

Pierwszą z nich jest mój prezent na dziewiętnaste urodziny, czyli „Kochanek jej wysokości” Uładzimiera Arłou. 

Co mnie w tej książce ujęło? Chyba najbardziej sam autor. W powieści sięga do wątków autobiograficznych, co tworzy kapitalny efekt, zwłaszcza, że podchodzi do siebie i świata z dystansem, humorem i sporą dawką zdrowej ironii. Wzrusza mnie też jego umiłowanie własnego kraju. W pamięć zapadła mi scena w łaźni w miejscowości Pierechodnyj Doł, w której autor wypytuje swoją rosyjską towarzyszkę: „A wiesz, jak jest po białorusku gwiazda? Zorka. A wiesz, jak jest miłość? Kachannie”. Do tego Dźwina, niedźwiedzie, statki na Horyni... Udało mu się po prostu uchwycić coś pięknego, duszę miejsca. Ciekawego, a przecież nieznanego, bo z czym kojarzy się nam Białoruś? Z Łukaszenką? 

Otóż to! Większość swojego dotychczasowego życia spędziłem w rejonie granicy z Białorusią i wiem, że nawet tam często utożsamia się Białorusinów z Rosją. O samym narodzie natomiast wiedza jest znikoma. A przecież Białorusini posiadają własną tożsamość, własny język i od blisko ćwierćwiecza suwerenne państwo. Wspomniałaś, że masz dzisiaj dla nas dwie Orchidee. Zatem… 

Drugą szalenie dla mnie ważną książką jest „Tylko prawda” Anny Politkowskiej. 

Właściwie może wydać się nudnawa. To literatura faktu. Niektóre reportaże są jak uderzenie młotkiem w głowę – autorka nigdy nie bawiła się w gładkie słowa. Jednak, bojąc się, oburzając i dziwiąc razem z nią, czegoś się nauczyłam. Pojęłam, jaka chcę być, co cenię i co chcę naśladować. A skłonić kogoś do pracy nad sobą – to wielka rzecz. 

Więc to w tej książce, albo idąc dalej – w tej twórczości, Anny Politkowskiej, można się doszukiwać korzeni Twojej własnej. Rozwiń, proszę, tę myśl. W jaki sposób autorka skłoniła Cię do pracy nad sobą? Jakie odzwierciedlenie znajdują jej słowa w tym, co tworzy Karolina Dyja? 

W ankiecie dotyczącej swojej pracy zawodowej Anna Politkowska napisała, że „Ludzie są godni uwagi”. To zdanie w pewien sposób wyznacza kierunek mojej przyszłej pracy twórczej. Czytając nie ograniczam się do jednego gatunku (uwielbiam kryminały!), ale jako pisarka będę raczej monotematyczna. Nie umiałabym stworzyć dobrej intrygi. Jedyne, co mnie naprawdę zajmuje, to człowiek. Szukam niezwykłości w zwykłym i chciałabym pokazać, że nawet opisywanie przysłowiowej „drogi do kibla” może być ciekawe. Lubię humor, często więc wplątuję bohaterów w komiczne sytuacje. Lubię patrzeć z przymrużeniem oka na rzeczy z pozoru poważne – na przykład na politykę. Efektem mojej zabawy ze sceną polityczną w tle jest między innymi „Uwaga, pani polityk za kierownicą”, mini dramat, który wydałam jako e-book. 

I oby efektów tej zabawy było jak najwięcej. Masz, Karolino, całe życie przed sobą. Mnóstwo czasu na dążenie ku marzeniom. Co zamierzasz zrobić z tym czasem? Czego byś sobie życzyła na przyszłość? 

Czego bym sobie życzyła? Najprościej powiedzieć, że wydania książki „na papierze”. Wtedy poczuję się pisarką, no i spełnię swoje marzenie. 

A ja Tobie życzę więcej tak inspirujących lektur, jak te, o których nam dziś opowiedziałaś!