poniedziałek, 10 marca 2014

PAPIEROWA ORCHIDEA Marka Dryjera

P A P I E R O W E   O R C H I D E E




Orchidee to kwiaty magiczne, urzekające swym wysublimowanym pięknem i delikatnością płatków łagodzącą surowe pędy. Prostota w połączeniu z artyzmem - czy to właśnie przepis na ideał? Nie zawsze, bo wiemy doskonale, iż każdy człowiek ceni sobie inne wartości, często skrajne. Pamiętajmy jednak, że Orchidee należą do najbogatszej w gatunki rodziny roślin kwiatowych, różniących się nieraz diametralnie w swym wyglądzie. To właśnie to bogactwo form, kolorów, kształtów sprawia, że każdy może odnaleźć w nim okaz najdoskonalej wyrażający jego samego. Będący odzwierciedleniem własnej duszy.

Podobnie jest z książkami - kto czyta, chociaż sporadycznie, z całą pewnością zachował w swej pamięci jakieś dzieło szczególne. Książkę wyjątkową, która wpłynęła na jego życie, poruszyła dogłębnie, zwróciła uwagę na ważne aspekty, a może po prostu pojawiła się, gdy była najbardziej potrzebna lub najzwyczajniej w świecie przywołała szczery uśmiech? Chyba każdy ma tę swoją jedyną Orchideę pachnącą papierem, o liściach wesoło szeleszczących na wietrze i wypełnionych sensem kwiatach rozbudzających w sercu radość i nadzieję. 



Strona PAPIEROWE ORCHIDEE powstała, by spośród całej feerii tomów zalegających w naszej pamięci, odnaleźć właśnie te najcenniejsze, o co poproszę wielu interesujących, cenionych ludzi, w których życiu literatura zajmuje poczesne miejsce. Kto wie, może ich Orchidee zakwitną i w naszych sercach!


Papierowa Orchidea Marka Dryjera


Witaj Marku! Zanim przejdziemy do sedna rozmowy, przedstaw się, proszę, naszym czytelnikom. Czym się zajmujesz, kiedy się zaczęła Twoja historia jako autora, jakie są Twoje osiągnięcia, gdzie można spotkać się z Twoją twórczością? 

Witaj Kamilu. W dużym skrócie: Facet przed czterdziestką, miłośnik słowa pisanego, fan literatury postapokaliptycznej i wszelkich tekstów egzystencjalnych. Mąż i ojciec. 

A rozwijając nieco wypowiedź. 

Rodzina jest u mnie na pierwszym miejscu, istotna jest także praca zarobkowa, gdyż łączy się z tym pierwszym. Czytanie książek, niestety gdzieś w ogonie – luksus, na który brakuje czasu. Pisanie, no cóż, lepiej nie mówić. Niestety, nie jest pracą zarobkową, przynajmniej nie w moim przypadku. Tak więc pisanie, jak mawia moja żona, to w skali zarobkowania, forma kredytu taka przypadłość, jak podkreśla, pożeracz czasu, bez wymiernego efektu. Trochę się z tym nie zgadzam, ale cóż. To takie niegroźne hobby, pasja, która nie trwoni, nie pochłania środków, tych ciężko wypracowanych i zarobionych, w tym drugim podpunkcie. Czasami wydaje mi się, że to też misja, ale do tego wrócę później. Lubię sport, grywam w tenisa, siatkówkę. Lubię makarony, wypieki: serniki, szarlotki, śliwkowce. Lubię muzykę, sztukę, malarstwo; czasami ciszę, innym razem smaczek rozmowy, dyskusji. Zabawy z dzieckiem. 

Piszę od dekady i choć nie mam stałego wydawcy, to wciąż mam nadzieję, że po kolejnej książce, taki ktoś się znajdzie. Dla osoby piszącej, stały wydawca jest na wagę złota. Ostatnio na rynku książki ukazała się antologia "Błąd w sztuce. Kryminalna Piła" z moim opowiadaniem "Okrąglak", Wydawnictwo Oficynka, do przeczytania której zachęcam. W zeszłym roku wydałem bajkę dla dzieci "Noc świętojańska wrocławskich krasnali" (papier i e-book), Wydawnictwo E-bookowo, a także w tym samym wydawnictwie – "Mroczne dusze" (coś dla fantów fantastyki postapokaliptycznej i prozy egzystencjalnej). Zachęcam też do zapoznania się z moim debiutem "Droga ślepców", którą można nabyć w wersji papierowej w księgarniach internetowych. Pojawiła się też na rynku antologia opowiadań grozy "Pentagram" z moimi nagrodzonymi tekstami. Opowiadanie Trzynasty schron weszło w skład Projektu "13" – pierwszego polskiego uniwersum postapokaliptycznego, które pojawiło się na rynku kilka lat temu, a które objął redakcją portal tematyczny Trzynasty Schron. Obecnie piszę kryminał, którego akcja rozgrywa się w powojennym Wrocławiu, a także książki przygodowo-historyczne dla młodzieży. Nie zapominam przy tym o post-apo... 

Od bajki i literatury młodzieżowej, z elementami historycznymi, sensację i kryminał, aż po fantastykę z wątkami apokaliptycznymi i prozę z pogranicza horroru, jaką jest np. "Droga Ślepców" - to moim zdaniem bardzo szerokie spektrum. Z czego to wynika, Marku, bo mam wrażenie, że jednak najbardziej skłaniasz się ku literaturze postapokaliptycznej. A może się mylę? Może nadal poszukujesz gatunku, z którym będziesz się identyfikować? 

Na każdym kroku wypatruję inspiracji, poszukuję weny w literaturze, sztuce, telewizji, prasie, podglądam ludzi, przyrodę, świat. Życie jest niesamowicie ciekawe. Stąd masa pomysłów, które później sprytnie rozwijam w tekstach. Rozpisuję je – to takie moje określenie. Pisarz jest po trosze takim odtwórcą tego, co widzialne i twórcą tego, czego nie widać. W jego tekstach, niczym w lustrze, odbijają się wspaniałe obrazy-słowa, nawiązujące do przemijalności życia. Stąd wrażenie, że ciągle poszukuje drogi, że ja jej wciąż poszukuję. Tematy postapokaliptyczne są ściśle powiązane z wątkami egzystencjalnymi, które są mi najbliższe. Tak jak już napisałem, przemijalność, przeżywalność życia, to takie poruszające, intymne, zmuszające do refleksji, pobudzające, łapiące za serce. Struktura tekstu opartego na tym nie jest plaska, fabuła także zyskuje. Należy poszukiwać, nawet jeśli się nam wydaje, że odnaleźliśmy już swoją literacką drogę, wciąż poszukiwać. Ja nie przestaję. 

W takim razie, skoro już mówimy o inspiracji, powiedz, jaki typ literatury jest dla Ciebie najmocniej działający na wyobraźnię? Oczywiście w kontekście własnej twórczości. Jakie książki, jakich autorów cenisz najbardziej? 

Egzystencjalna po prostu. Cormac McCarthy jest na szczycie mojej długiej listy. Mój debiut literacki był inspirowany jego "Drogą". To mistrz słowa, którym maluje przepiękne obrazy, pejzaże. Dotyka sedna człowieczeństwa. "Droga", "Krwawy południk" (genialna książka!), "To nie jest kraj dla starych ludzi", Trylogia Pogranicza, to tylko kilka z jego literackich propozycji. To także poetycka proza. Faulkner, Camus („Dżuma”, „Obcy”), Puzo („Ojciec chrzestny”, „Sycylijczyk”, „Omerta”), Tokarczuk („Dom dzienny, dom nocny”, „Prawiek”), Clarke („Odyseja kosmiczna 2001”), Szklarski („Przygody Tomka Wilmowskiego”, „Złoto Gór Czarnych”) i wiele, wiele innych. Książki żyją swoim życiem, Wszystkie są ważne, szczególnie te, których nie wymieniłem, i te, które dopiero powstaną. Znanych pisarzy i początkujących. Nieważne. Wszystkie razem tworzą coś na wzór ludzkiego DNA, są nośnikiem informacji o całej populacji. 

Zgodzę się z tym, że wszystkie książki są ważne, nadchodzi jednak czas, aby jedną z tych wszystkich wyróżnić. Taka już jest Papierowa Orchidea. Zastanów się, Marku, czy istnieje jakiś szczególny utwór, który z jakiegoś powodu uważasz za wyjątkowy. Może to jakaś lektura z dawnych lat, albo odkryłeś coś takiego całkiem niedawno? 

Chciałbym napisać, że „Mały Książę”, ale wybiorę jednak „Krwawy południk” – polecam moją recenzję, którą można przeczytać na moim blogu. To książka totalna, kompletna, wielowymiarowa. Cormac McCarthy zawarł w niej wszystko, co ludzkie. Nie patyczkował się z odbiorcą, czytelnikiem, tak samo jak metaforyczny, metafizyczny Holden ze swoimi ofiarami. To zderzenie piękna natury, przyrody z ciemną stroną ludzkiej natury. "Nie wierzę już w moralny postęp ludzkości", to sztandarowe słowa tego wielkiego pisarza i wybitnego egzystencjalisty. Krwawy południk to poetycka proza, pełna doskonałych zdań, żywych dialogów, odwołań do Boga. Czytałem ją kilka razy, studiowałem, wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Za każdym razem odkrywałem w tekście kolejne znaki-zagadki, symbolika ukryta w tej powieści ma istotne znaczenie. 

Krwawy południk był także inspiracją, pobudził mnie do poszukiwań polskiego krwawego południka, który odkryłem, odnalazłem. To historia, straszna historia, która wydarzyła się siedemdziesiąt lat temu na Kresach. Nic więcej nie powiem. Samo studiowanie tamtej wiedzy było porażające. Tworzenie fabuły, postaci, opisy miejsc kaźni, opisy piękna tamtej przyrody... Do dziś tkwi to we mnie, choć książkę ukończyłem dwa lata temu (wciąż szukam wydawcy, bo to temat... niepopularny). Krwawy południk zmiażdżył moją wrażliwość do końca, pozwolił odkryć uniwersalność przekazu, lepiej poznać polską historię, niestety. To książka, którą będę pamiętał do samego końca. To prawda o ludziach, o nas, wystarczy przeczytać gazety, czy też zerknąć w telewizor i obejrzeć wiadomości, żeby pojąć, o co w tym wszystkim chodzi. To taki krwawy storczyk. 

Istnieje Taki gatunek jak kukułka krwista, to storczyk typowy także dla naszych rodzimych terenów. Wygląda na to, że tak właśnie wygląda nasza dzisiejsza Orchidea. Niemniej świat nie zawsze bywa piękny i delikatny. 

Ostatnie pytanie, żeby nie pozostawiać czytelników w ponurym nastroju. Przypominasz sobie jakąś zabawną anegdotę związaną z książkami? Coś z własnego życia. 

W moim przypadku w grę wchodzi tylko i wyłącznie humor angielski, a skoro jesteśmy już w tym temacie, to przychodzą mi na myśl dwie sytuacje. 

Ongiś podreptałem na spotkanie autorskie z Olgą Tokarczuk, ściskając mocno w ręce egzemplarz książki "Dom dzienny, dom nocny", z zamiarem uzyskania wymarzonego autografu. Podchodzę do pisarki i pytam, czy mogę prosić o podpisanie książki. Olga kiwa głową, że tak, uśmiecha się i pyta dla kogo? Ja nieśmiało wymawiam swoje imię. Olga spogląda na mnie, jakby nie usłyszała. Uśmiecha się. Pyta: "Dla miśka?". Tym razem to ja robię duże, okrągłe oczy. Uśmiecham się do pisarki. Dla Marka, mówię. Do dziś się zastanawiam, czy z wrażenia nie pomyliłem własnego imienia. Potem uścisnęliśmy sobie dłonie. 

Druga anegdota związana jest z filmem, który ostatnio obejrzałem: "Tamara i mężczyźni". To taka angielska komedia, pełna pisarskich wątków i bohaterów. Do łez rozbawiła mnie pewna scena – "podpisanie" własnej książki przez uznanego pisarza. Nicholas Hardiment (Roger Allam) popada w kłopoty, na jaw wychodzi jego romans z Tamarą, dochodzi do wymiany zdań pomiędzy nimi na ulicy, wtedy niespodziewanie podbiega do wkurzonego literata jego fanka, której kibicują rodzice, stojący nieopodal, i prosi o autograf mistrza. Co robi pisarz, który aż kipi ze złości, ano bierze do rąk nie swoją książkę, własnego autorstwa i drze ją na strzępy, po czym oddaje zbitkę papierków zdezorientowanej dziewczynie i mówi: "Proszę.". Ujrzeć minę fanki, bezcenne. Po prostu trzeba to zobaczyć, nic dodać, nic ująć. To tyle w temacie książkowych anegdot, angielskich. 

Dziękuję za rozmowę, a skoro zakończyliśmy humorystycznym akcentem, dlaczego nie pójść tym tropem?

UWAGA! "DROGA ŚLEPCÓW" DO WYGRANIA!

Wraz z Markiem Dryjerem postanowiliśmy ogłosić mały konkurs. Jeśli jesteście ciekawi jego debiutanckiej powieści, napiszcie krótki dowcip o końcu świata i wstawcie go w komentarzu pod wywiadem. Na odpowiedzi czekamy do 16 marca. Powodzenia:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz